W pół drogi do piekieł, czyli jak powstawał most Golden Gate




Most Golden Gate.

Spowijająca okolice, gęsta niczym mleko mgła, silne podmuchy wiatru, przyprawiająca o szybsze bicie serca wysokość, głęboka woda i nadchodzące z niepohamowaną siłą przypływy, prócz tego ciągłe protesty właścicieli promów drżących z obawy o utratę środków do życia – to zaledwie niewielka część przeciwności, z którymi każdego dnia mierzyć musieli się budowniczowie mostu Golden Gate, łączącego San Francisco z hrabstwem Marin. Patrząc z dzisiejszej perspektywy na efekty ich starań przyznać trzeba, że było warto.



Kiedy w 1918 roku główny inżynier miasta San Francisco Michael M. O’Shaughnessy wystąpił ze śmiałą propozycją budowy mostu wiszącego łączącego miasto z hrabstwem Marin spotkał się ze sporym sprzeciwem ze strony architektów i inżynierów, którzy jego pomysł uznali za mrzonki i pobożne życzenia, jego samego zaś za fantastę. Mimo tak chłodnego przyjęcia główny inżynier San Francisco nie zrezygnował ze swoich planów. 

Swą nowatorską wizją udało mu się niejako „zarazić” Josepha Baermanna Straussa, którego udział w przedsięwzięciu okazał się strzałem w dziesiątkę. Ten twórca i właściciel przedsiębiorstwa Strauss Bascula Bridge Company w ciągu swojego życia zaprojektował ponad 400 różnych mostów na całym świecie, a nauki pobierał m.in. u innego znanego inżyniera, Rudolfa Modrzejewskiego, który był synem słynnej polskiej aktorki Heleny Modrzejewskiej. Do współpracy zaproszono także architekta Irvinga Morrowa, dzięki któremu most został wzbogacony o elementy dekoracyjne w art decowskim stylu.



Budowa Złotych Wrót trwała cztery lata i pochłonęła sporo ofiar. Pomimo licznych zabezpieczeń, takich jak wzmocnione, górnicze hełmy noszone na głowach, chroniące przed oślepiającymi promieniami słońca gogle, liny bezpieczeństwa, a także specjalne siatki rozciągane pod spodem aż jedenastu pracowników budowlanych poniosło śmierć w trakcie budowy. Dziewiętnastu ludzi z ekipy otarło się o śmierć spadając z wysokości lub ulegając wypadkom. Cała ta dziewiętnastka szczęśliwców, którym udało się wyjść cało z opresji utworzyła później elitarny klub zwany „W pół drogi do piekła.” 



Ostatecznie mierzący 2,7 metrów długości most Golden Gate został oddany do użytku 27 maja 1937 roku. Niemal od samego początku ze względów bezpieczeństwa most malowany był na charakterystyczny pomarańczowy kolor, tak by był widoczny nawet podczas panowania gęstych mgieł, które nader często nawiedzają San Francisco. Przez kilkadziesiąt lat Golden Gate był najdłuższym wiszącym mostem na świecie.

Most ten zdobył również złą sławę, jako most samobójców, ze względu na to na wielu jego przęsłach zamontowano nawet specjalne budki telefoniczne dla osób, które rozważają targnięcie się na swoje życie i potrzebują rozmowy. 

U stóp mostu umieszczono symbole ludzkich dłoni i psich łap. Jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez właścicieli psów i biegaczy, którzy chcieliby sobie przybić piątkę.

Przez lata most wrósł w krajobraz miasta i stał się miejscem niemalże kultowym, wchodząc do popkultury. Jeszcze zanim na dobre ukończone jego budowę pojawił się w głośnym filmie zatytułowanym Samotny jeździec. Znany pisarz Alister MacLean uczynił go także głównym miejsce akcji jednej ze swoich powieści zatytułowanej Złote Wrota. 

Łukasz Sikora

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.