5 rzeczy z dzieciństwa za którymi zatęsknisz




#gimbynieznajo.


„Polały się łzy me czyste, rzęsiste, na me dzieciństwo sielskie anielskie” – pisał onegdaj poeta. Zamiast się jednak bezsensownie mazać, czyż nie lepiej czasem uśmiechnąć się na wspomnienie wszystkich tych rzeczy, które nieodparcie kojarzą się z naszym dzieciństwem? 

Wszystkich, których dzieciństwo przypadło na cudowne, beztroskie lata dziewięćdziesiąte zapraszam zatem w sentymentalną podróż do świata, w którym poczciwy maluch był często spotykanym środkiem lokomocji, a kolorowy telewizor bramą do lepszej rzeczywistości.

Pegasus

Jeśli myślicie, że zwariowani bracia Mario i Luigi byli tylko hydraulikami, to jesteście nieco w błędzie, byli oni jednocześnie sprawnymi złodziejaszkami. Skutecznie okradali mnie z cennego czasu. Nie sposób zliczyć godzin, które spędziłem z padem w dłoni na próbach ocalenia zaginionej księżniczki. Legendarna, wyposażona w dwa pady i pistolet konsola Pegasus dostarczała rozrywki całej masie dzieciaków, które z uporem godnym lepszej sprawy pokonywały kolejne levele kultowych już dziś gier, takich jak Super Mario Bros, Prince of Persia, Micro Machines, czy Contra.

Tamagotchi

Elektroniczna zabawka nazywana również czasem bardziej swojsko Tamajajem, która stała się prawdziwą legendą lat dziewięćdziesiątych. W owym czasie trudno było spotkać dzieciaka, który nie nosiłby w kieszeni swojego zwierzaka, wymagającego ciągłej uwagi i pielęgnacji. Popularność tej prostej elektronicznej zabawki bywała nawet opiewana przez współczesnych artystów. Zaszczytne miejsce Tamagotchi znalazło między innymi w utworze A pamiętasz jak?, w którym o zabawce wspomina Ten Typ Mes:


Weź przemyśl tęczówkę na Tamagotchi
Panny jarały się tym gównem zamiast psocić


Kasety wideo

Na ostatniej lekcji surowa pani dyrektor starała się za wszelką cenę wpoić w nasze umysły zasadę mnożenia i dzielenia ułamków. Wszystkie jej starania spełzały jednak na niczym. Moje myśli krążyły już bowiem wokół filmowego świata, w którym miałem się za kilkadziesiąt minut zanurzyć. Cotygodniowe wycieczki na stoiska z kasetami wideo były dla mnie niczym mityczna wyprawa po złote runo, a odtwarzanie kaset wideo kilka razy w tygodniu pewnego rodzaju rytuałem. Wejście smoka, Rambo, kolejne części Rocky’ego, Brudny Harry, Każdy sposób jest dobry, czy Jak tylko potrafisz – to zaledwie kilka tytułów filmów, które wśród szkolnych kolegów cieszyły się największą estymą i w ciągu kilku dni potrafiły obrosnąć prawdziwą legendą.

Wilk i zając


Na początku lat dziewięćdziesiątych na szkolnych korytarzach można było jeszcze dość często usłyszeć charakterystyczne pikanie, miarowo odliczające kolejne sekundy do końca przerwy. Donośne dźwięki pochodziły z kultowej gry elektronicznej, która była dziełem radzieckich naukowców. Nu Pagadi! – bo taką nazwę nosiła gra, było to małe, prostokątne urządzenie, na ekranie, którego poganiany przez pojawiającego się co jakiś czas Zająca, Wilk miotał się w szalonym tańcu starając się złapać do koszyka wszystkie spadające z grządek jajka. Wstyd się przyznać, ale szczerze życzyłem wszystkim kolegom, by jak najszybciej popełnili błąd, dzięki któremu moja kolej na sterowanie Wilkiem mogła przyjść, jak najszybciej.

YoYo

Lata dziewięćdziesiąte to także tryumfalny powrót do łask prostej zabawki zwanej Yoyo. Był czas, w którym ten ciężarek ze szpulką zawieszony na sznurku robił prawdziwą furorę na szkolnych korytarzach i skutecznie konkurował ze wszystkimi bardziej zaawansowanymi technicznie zabawkami, o których wspominałem wcześniej. Niektórzy szczęśliwcy byli w posiadaniu zabawki, która świeciła podczas wprawiania jej w ruch.

A Wy za jakimi rzeczami z dzieciństwa tęsknicie najbardziej?


Łukasz Sikora

7 komentarzy:

  1. Człowiek z sentymentem wspomina te lata teraz i oczywiście kasety video. Jak akurat polowałam na filmy z Patrickiem Swayze, a zaczęło się od Dirty Dancing;) Wilk i zając bardzo wciągał ale Tamagotchi jakoś mnie nie kręciło - zawsze wolałam żywe zwierzątka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Dirty Dancing i piosenka Time of my life, nawet ja się wzruszałem ;-)

      Usuń
  2. Najbardziej tęsknie chyba nie tyle za rzeczami, co za absolutną beztroską i całą masą wolnego czasu, który można było wykorzystać w sposób absolutnie dowolny. Za to tamagotchi było prawdziwą zmorą nauczycieli w szkołach. Dzieci wyciągały je na lekcjach, żeby nakarmić swoje zwierzaki, albo wezwać do nich pogotowie. Przecież życie wirtualnego zwierzaka, było najważniejsze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nauczyciele mieli nie lada problem z tymi elektronicznymi zwierzakami :-)

      Usuń
  3. Pegazus, kasety wideo, Wilk i Zając, Bolek i Lolek.... ;)
    A teraz odmóżdżające bajki ( o ile można je nazwać bajkami... ) niczego nie uczące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dzisiejsze bajki nie przypominają w niczym, tych które oglądaliśmy w młodości. Bajki z dzieciństwa to z resztą temat rzeka zasługujący na osobny wpis ;-)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.