Chrzanić tą całą dorosłość

Bo każdy z nas ma w sobie coś z dziecka.



Też tak bardzo chcieliście być dorośli? Bo ja chciałem. Chciałem golić twarz z porannego zarostu, chciałem zrobić prawko, chciałem móc legalnie kupić alkohol w monopolowym o drugiej nad ranem i chciałem, żeby nikt nie mówił mi co mam robić. I stałem się dorosły.

Zabawne, że dziś nie potrafię jasno określić momentu, w którym to nastąpiło. Może stało się to w chwili, gdy ubrany w odświętną koszulę, wystawiałem głowę przez okno pędzącego pociągu chłonąc każdym zmysłem piękno czerwcowego południa i dzierżąc w dłoniach tekturową teczkę ze świadectwem dojrzałości w środku? A może tego samego wieczora, wyśpiewując na całe gardło ze znajomymi z klasy słowa piosenki Lady Punk „Mniej niż zero?” Najpewniej jednak stało się to kilka dni później, po rozesłaniu kilkudziesięciu cefałek i przekonaniu się, jak bardzo prorocze okazały się wersy rockowego przeboju.

Albo nie… może stało się to kilka miesięcy później, gdy nie mogąc się doczekać popołudnia przyjechałem wcześnie rano do mało znanego miasta i przez kilka godzin spacerowałem bezsensownie po jego ulicach w oczekiwaniu na godzinę, o której nastąpić miało rozpoczęcie roku akademickiego? Bardziej obstawiałbym jednak ewentualność, że wydoroślałem kilka miesięcy później, gdy chcąc, nie chcąc musiałem się zmierzyć z moją pierwszą kampanią wrześniową.

Mam jeszcze inne podejrzenia. Prawdopodobnie stałem się dorosły w następne wakacje, gdy w pracowniczej  szatni ściągałem z siebie po raz pierwszy brudne, zakurzone, nieco zbyt duże ubranie robocze, a facet, o wdzięcznej ksywce Babuszka, z którym przez dwanaście godzin przenosiłem worki z piaskiem pokazywał mi, jak ze spawalniczych elektrod zrobić sobie całkiem praktyczne wieszaki na ubrania. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że stałem się dorosły, w chwili, gdy ścisnąłem w dłoni swoją pierwszą wypłatę.

Kto wie może z resztą doszło do tego, kiedy po odebraniu dyplomu z dziekanatu rzuciłem inną, tymczasową pracę i pełny dobrych przeczuć powziąłem gorące postanowienie zrobienia w życiu czegoś niezwykłego?

Tak czy inaczej, wcześniej, czy później dorosłe życie stało się faktem, przynosząc ze sobą sporo wyzwań, nowych obowiązków i odpowiedzialności. Potrzeba zarabiania pieniędzy, spłacania zobowiązań, chęć posiadania, wygórowane ambicje, to wszystko nie pozostawia wiele miejsca na cieszenie się z życia. 

Mimo tego, że jestem dorosły, a może właśnie dzięki temu potrafię czasem pójść pod prąd i powiedzieć sobie:

Chrzanić całą tą dorosłość!

Zdarza mi się wtedy zachowywać nieco dziecinnie, włazić w butach w uliczne kałuże, zajadać się lodami sprzedawanymi przez parę staruszków z pobliskiej cukierni, czy śpiewać na głos w samochodzie. I dobrze, bo gdybym nie potrafił na co dzień odnaleźć w sobie dziecka, ciężko byłoby mi funkcjonować jako dorosły.

Z resztą wszyscy zawsze będziemy dziećmi, jak twierdzi Zeus, który w kwestiach podejścia do życia jest dla mnie bogiem.





Łukasz Sikora
foto: Gratisography

6 komentarzy:

  1. Fajnie napisany post. Każdy, będąc dzieckiem nie może się doczekać dorosłości, a potem odwrotnie, z sentymentem wspominamy dzieciństwo i ważne jest to, aby tego dziecka w sobie nie zapomnieć i nie zatracić bo wtedy traci się radość życia. Chrzanić tę dorosłość - super to ująłeś;)Ja też czasem tak robię i na moim blogu też innych zachęcam do tego.Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak pisałem u Ciebie na blogu, czasem warto obudzić w sobie swoje wewnętrzne dziecko, choć na chwilę, by przez resztę czasu móc być dorosłym ;-)

      Usuń
  2. Wewnętrzne dziecko to podstawa, która ratuje nas przed szaleństwem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie jak w opisie - chrzanić! Podpisuję się pod tym :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.